Добавить материал и получить бесплатное свидетельство о публикации в СМИ
Эл. №ФС77-60625 от 20.01.2015
Инфоурок / Воспитательная работа / Статьи / Wypracowanie na temat „ Historia mojej rodziny”
ВНИМАНИЮ ВСЕХ УЧИТЕЛЕЙ: согласно Федеральному закону № 313-ФЗ все педагоги должны пройти обучение навыкам оказания первой помощи.

Дистанционный курс "Оказание первой помощи детям и взрослым" от проекта "Инфоурок" даёт Вам возможность привести свои знания в соответствие с требованиями закона и получить удостоверение о повышении квалификации установленного образца (180 часов). Начало обучения новой группы: 24 мая.

Подать заявку на курс
  • Воспитательная работа

Wypracowanie na temat „ Historia mojej rodziny”

библиотека
материалов

Wypracowanie na temat „ Historia mojej rodziny”

Wiszniowska średnia szkoła.

Nauczyciel Halina Sobolewska

Ten, kto nie pamięta swojej przyszłości,

osądzony na to, żeby przeżyć go ponowmie.

Santajana

Historia deportacji mojego dziadka.

Do deportacji mój dziadek, Jan Bagiński, z pochodzenia był Polakiem, mieszkał razem ze swoją rodziną na Ukrainie, w Klementalu ( rejon Baranowski ) Na Ukrainie mieli gospodarstwo o powierzchni około 1 ha. Pradziadek dorabiał na utrzymanie rodziny, jako woźnica woził drzewo, piasek, kamienie do budowy drogi. Obok domu dziadka był niewielki sad ( 20 drzew owocowych – jabłonie, śliwy, grusze.) Dom był drewniany, ładny, ciepły. Była jedna obora, stodoła oraz mały chlew.

W 1936 roku, pod koniec maja, wieczorem przyjechali dwaj wojskowi i oznajmili pradziadka, że jako osoba polskiej narodowości z przyczyn politycznych będzie przesiedlony razem ze swoją rodziną z Ukrainy. Nikt nie powiedział dokąd, tylko mówili, że tam wszystko rośnie i jest ciepło. Miał jeden tydzień na spakowanie się. Kazali zabierać cały dobytek z domu ( meble, ubranie, żywność, zwierzęta ). Ale nie byli w stanie wszystko zabrać.Wzięli tylko najpotrzebniejsze rzeczy, to co mogli ze sobą unieść: naczynia, garnki, kufer z odzieżą, trochę żywności, modlitewniki, obrazy religijne.

2 czerwca 1936 roku na Zielone święta opuścili swój dobytek, sad, pole, dom na Ukrainie, zostawiając go w idealnym porządku – obielony, udekorowany zielonymy gałązkami.

Wywozili dziadka z jego rodziną i dużo innych ludzi, polskiego pochodzenia, z Ukrainy w wagonach towarowych, po 7-8 rodzin w każdym wagonie. Powieźli w nieznane strony. Wagony były podzielone na dwie grupy – przeznaczone dla ludzi i bydła. Pociąg rzadko się zatrzymywał. Postoje były krótkie, około 30 minut. Zazwyczaj stawał w lesie blisko rzeki, by można było napoić i nakarmić bydło, przygotować dla siebie herbatę. Dzieci w czasie postoju zajmowali się zbieraniem drewna, by móc zagotować wodę i rwały trawę dla bydła. Czasami ludzie z okolicznych wiosek przyniosili im jedzienie. W wagonach było ciemno, ciasno, a wieczorami chłodno. Dzieci spały na górnych półkach, dorośli na dolnych. W wagonach nie było ubikacji i wody do mycia. Na szczęście mało ludzi chorowało w drodze.

15 czerwca wszyscy przyjechali na stację Tajńcza ( Północno – Kazachstański obwód, Krasnoarmiejski rejon ). Pociąg zatrzymał się. Nikt nie pomagał wychodzić z wagonów. Każdy sam zabierał swój przywieziony dobytek. Potem podjechały samochody. Każdy zaladował swój dobytek i powieźli w goły step, gdzie stała tabliczka z nr. 6. Krowy i konie biegły osobno do wyznaczonego punktu.W kilku wybudowanych już domkach umieścili rodziny wielodzietne i z małymi dziećmi. Reszta nocowała w stepie pod gołym niebem. Zaczęli budować ziemianki. Budowali ją z samanu – cegły zrobionej z gliny z domieszką siana. Z takiej samej cegły postawili piec. Z rozkazu komendanta budowali takie ziemianki i innym zesłańcom.

W 1936 roku nie uprawiali stepu, na którym rosła wysoka trawa kwitnąca na biało – kowyl. Jesień była wczesna, a zima mroźna, ciężka i długa. Silne mrozy, szalejące burany i brak opalu sprawiały, że wśród deportowanych bardzo często pojawiało się widmo śmierci z zimna. W obliczu tego zagrożenia zdesperowane matki, aby ogrzać swoje dzieci i ugotować im coś ciepłego, kradły deski, którymi były przykryte mogiły kazachskie. W nocy wychodziły w step, by znaleźć badyle wystające spod śniegu. W tym czasie zmarło dużo dzieci. Z rodziny Stanisława Bagińskiego ( ojca mojego dziadka) pod koniec lata zmarło czworo dzieci. Rodzina dziadka Jana składała się z 10 osób ( tata, mamę i 8 dzieci). W czasie huraganu od domu do studni ludzie chodzili po sznurkach. Ziemianki były zasypane śniegiem, nie można było wyjść z nich – z daleka było widać tylko ich kominy . Sąsiedzi odkopywali. Ziemiankę ogrzewali sianem i zawsze tam było chłodno. Zimą sufity ziemianek pokrywała warstwa szronu, zwisały sople, ludzie spali w ubraniach. Dziadek opowiadał, że ubrania zimowe, przywiezione z Ukrainy, były niewystarczające – odzież nie była dostosowana do surowego klimatu Kazachstanu, nie mówiąc o jej przydatności do pracy.Zimą niezbędne okazywały się takie elementy ubrania, których Polacy nie tylko nie mieli, ale w ogóle nie znali, jak np. „walonki”. Mrozy w 1936 roku dochodziły -50 stopni C. Zimą zawsze brakowało jedzenia.

Już w 1938 roku był wszędzie urodzaj. W każdym punkcie były ustawione komendatury. Komendant i jego pomocnicy sprawdzali, czy nikt nie uciekł na Ukrainę. Paszporty wszystkich były zabrane jeszcze w domu na Ukrainie. Zdarzały się przypadki, że ludzie uciekali, lecz po jakimś czasie byli łapani i z powrotem przywiezieni. Na początku ludzie dużo płakali, lecz powrócić już nie mogli. Co miesiąc mieszkańcy osady chodzili „ na otmietki” i podpisywali się dla podtwierdzenia, że stąd nikt nigdzie nie odłączył.

Młodzież spotykała się w przechowalni warzyw i bawiła się tam. Kobiety chodziły pracować w pole, które znajdowało się 10 km od wsi. Dziadek był skierowany do przymusowej pracy – uprawiał ziemię. Bardzo ciężkim dla przesiedleńców był okres wojenny. Mężczyzn nie było, zabrali do wojska, zostali tylko kobiety z dziećmi i starzy ludzie. Panował czas głodu. Na dni pracy dawano ludziom trochę chleba i mleka. Wszystko było wywiezione zgodnie z hasłem „ Wszystko dla wojny, wszystko dla zwycięstwa”. Wiosną ludzie zbierali na polach pozostałe kłoski, szukali ziarna w stepach słomy przennej.

Radości w ich życiu było nie dużo. Przetrwać i żyć dalej pomagała im młodość i na pewno przepiękne polskie piosenki, obyczaje...

Zielona gilaneta, biała lilia

Niech was błogosławi Panna Maryja.

Dzisiaj pan młody bardzo wesoły,

Bo jego rodzina stoi wokoło.

Dziś dla panny młodej serce się kraje,

Że jej matka z grobu nie wstaje...

Komendatura w ogóle nie liczyła się z tradycjami i świętami Polaków. święta religijne rodzina dziadka zachowywała w swoim domu tak, jak na Ukrainie, tylko w skryciu (zasłaniano okna, zamykano drzwi ). 1957 roku przyjechał ksiądz Kuczyński do wioski, która miała nazwę Wiszniowka. Ksiądz dawał śluby, udzielał chrztu, spowiadał ( wszystko w ukryciu). Później ks. Kuczyńskiego aresztowali i wywieźli stąd. Babcia mówiła, że dziadku pomagała przetrwać młodość, wiara w lepszą przyszłość, nadzieja że kiedyś zostanie przyjęty przez Polskię. Ale tego nie zdarzyło się, bo mój dziadek dawno umarł tragicznie. Lecz pamięć o nim zawsze będzie w naszych sercach.


Автор
Дата добавления 14.04.2016
Раздел Воспитательная работа
Подраздел Статьи
Просмотров161
Номер материала ДБ-032458
Получить свидетельство о публикации

Выберите специальность, которую Вы хотите получить:

Обучение проходит дистанционно на сайте проекта "Инфоурок".
По итогам обучения слушателям выдаются печатные дипломы установленного образца.

ПЕРЕЙТИ В КАТАЛОГ КУРСОВ

Похожие материалы

Включите уведомления прямо сейчас и мы сразу сообщим Вам о важных новостях. Не волнуйтесь, мы будем отправлять только самое главное.
Специальное предложение
Вверх